Smieszne opowiastki

Kolejny blog oparty na WordPressie

Odpowiedź Babette była obrazem stwora, którego widziała przelotnie podczas poszukiwania Boone’a w tu­nelach: bestii z ukrytymi ranami, leżącej na materacu w pustej celi. Teraz widziała ją w innych okolicznościach, uniesioną ponad głowami zgromadzenia przez dwóch członków Plemienia, po których spoconych ra­mionach spływała płonąca krew. Przemawiała, ale Lori nic nie słyszała. Jakieś proroctwa, jak przypuszczała, a między nimi ta scena.

Znajdą nas i spróbują nas wszystkich zabić – myślało dziecko.

I zabiją?

Dziecko milczało.

Zabiją, Babette?

Prorok tego nie widzi, bo należy do tych, którzy zginą. Może ja też zginę. continue reading…

Mówię, żeby zacząć tutaj i otworzyć każdy przeklęty grób, aż znajdziemy coś, co można zabrać ze sobą.

- A ja bym nie chciał niczego stąd zabierać ze sobą.

- Cholera, Pettine, chcę zakuwać w kajdanki! Ile się tylko da zgarnąć tych skurwysynów!

- Może powinniśmy najpierw zadzwonić? – spy­tał teraz czwarty z rozmówców. Tego głosu dotychczas nie słyszała. – Może szef ma dla nas jakieś świeże instrukcje.

- Pieprzę szefa – stwierdził Pettine. continue reading…

Tutaj dziewczynka usiadła, żeby odsapnąć, a jej czułe oczy przenikały totalną ciemność. Zgromadziła tu swoje nieliczne skarby. Lalka zrobiona z trawy i ukoronowana wiosennymi kwiatami, dwie ptasie czaszki, mały zbiór kamyków. Przy całej swojej odmienności Babette była jak każde dziecko: wrażliwa, lubiła rytualne gesty. Tu miała swój świat. To, że pozwoliła Lori go zobaczyć, stanowiło niemały komplement.

Przyprowadziła tu jednak Lori nie tylko po to, żeby obejrzała jej skarby. Nad głową słychać było jakieś głosy, wyraźnie, a więc całkiem blisko.

- Hej wy! Widzicie to gówno? Można tu ukryć całą pieprzoną armię.

- Nie mów, Cas.

- Co, już srasz w gacie, Tommy? continue reading…

Pamiętała chwilę, w której to się stało i gdzie – chłodu i ciemności grobowców nie można pomylić z czym­kolwiek. Kuchnia po prostu zniknęła, co do kafelka.

Po przeciwnej stronie krypty stała Rachel, patrząc w górę na sufit z niepokojem na twarzy. Przez chwilę przyglądała się Lori, nie dziwiąc się jej obecności. Potem wróciła do obserwacji sufitu i nasłuchiwania.

- Coś nie tak? – spytała Lori.

- Cicho! – rzuciła ostro Rachel, a potem chyba pożałowała swojej szorstkości i otworzyła ramiona.

- Chodź do mnie, dziecko! continue reading…

Lori stała po drugiej stronie ulicy przed spaloną restauracją, wypatrując jakichś oznak życia wewnątrz. Nie dostrzegła nic. Dopiero teraz, w pełnym świetle dnia, zdała sobie sprawę, jak opustoszała była okolica. Decker dobrze wybrał. Szansa, że ktokolwiek zauważy, jak wchodzi do lokalu, lub wychodzi stąd, była bliska zeru. Nawet teraz, po południu, żaden przechodzień nie poja­wił się na chodniku, a parę pojazdów przemknęło jezdnią spiesząc się do bardziej przytulnych miejsc.

Coś w tej scenerii – może żar słoneczny, kontra­stujący z nieoznaczonym grobem Sheryl – znów przy­wiodło jej na myśl niesamowitą przygodę w Midian, a zwłaszcza – spotkanie z Babette. Dziewczynka za­czarowała nie tylko jej oczy wewnętrzne. Wydawało się, że całe ciało Lori na nowo przeżywa ich pierwsze spot­kanie. Czuła na piersi ciężar bestii, którą podniosła pod drzewem. Słyszała ciężki oddech, a w nozdrzach czuła gorzką słodycz. continue reading…